środa, 11 sierpnia 2021

Zamek Książ


 Gdy wysiedliśmy z samochodu na parkingu tuż pod zamkiem, pierwsze wrażenie było skrajnie słabe. Dałbym sobie rękę uciąć, że na zdjęciach zamek wyglądał znacznie piękniej, imponująco i w ogóle cechował się inną architekturą. Weszliśmy do budowli, przeszliśmy pod nią i wszelkie wątpliwości błyskawicznie się rozwiały. To, co nas przywitało, a miało rozmiary niewielkiego zameczka było tylko bramą wejściową z lodziarnią i płatną toaletą w środku.




 Dopiero kilka metrów dalej czekał nas prawdziwy zamek i on już robił takie wrażenie, jak na zdjęciach. Po wielu przebudowach, będących wypadkową niesamowicie długiej historii, zamek prezentuje istny misz – masz jeśli chodzi o styl. To co widzimy po przejściu wzdłuż schludnie przyciętych żywopłotów oraz minięciu pięknego, przystrzyżonego trawnika, licznych rzeźb, jak i zachwyceniu się cudownym widokiem na okoliczne lasy i góry to piękna, majestatyczna konstrukcja, całkowicie inna od tej, która znajduje się na tyłach zamku i jest moim zdaniem najpiękniejszą jego częścią.



 Będąc w środku zamku i wyglądając przez jego okna zobaczyć można pozostałości ze średniowiecza. Zanim wkroczyliśmy do środka budowli, musieliśmy zboczyć z głównej ścieżki i dostać się do tajemniczych i okrutnych podziemi, jednocześnie przenosząc się w czasie do II Wojny Światowej.


W tym miejscu czeka się na zejście do podziemi.


 Zaczęliśmy swą przygodę z poznawaniem mrocznego projektu nazistów o kryptonimie ,,Riese”, a przygoda była to jednocześnie niesamowicie fascynująca i pociągająca wyglądającą zza rogu tajemnicą, ale też odpychająca brutalnością i skrywanymi okrutnymi prawdami o ludzkiej naturze i okrucieństwie, do którego człowiek może się na człowieku dopuścić. Były to podziemne tunele, mające stać się wygodną siedzibą dla najważniejszych przedstawicieli III Rzeszy, a także centrum dowodzenia operacjami związanymi z atakami atomowymi. Całe szczęście ich budowa nigdy nie dobiegła do końca. Mimo, że podróż w tunelach była stosunkowo krótka, bo trwająca mniej niż godzinę i postawiono w niej na przedstawienie zarysu historycznego, to same znalezienie się w takim miejscu wywoływało silne emocje i ciarki na plecach.


 Było tam zimno, wilgotno, ciemno, nieprzyjemnie, ludzka tragedia jaka się tam odbywała może strwożyć nawet najzimniejsze serca. Gdy z ulgą mogłem złapać ciepłe powietrze z zewnątrz, byłem rozedrgany jeszcze przez dłuższą chwilę, a młodszą Pati dopadło przygnębienie, przez które zastanawiałem się, jak inne dzieci odbierają tego typu mrożącą krew w co niektórych empatyczniejszych żyłach ,,atrakcję”. Zacząłem snuć rozważania nad tym, czy wyprawa do ów podziemi nie stanowiłaby dla niektórych dzieci zbytniego szoku, jednakże wątpliwości te rozwiała myśl, podpowiadająca że nie powinno dzieci zamykać się w hermetycznym środowisku, przepełnionym po brzegi przyjemnymi doświadczeniami, a powinny one dorastać ze świadomością, że świat nie zawsze jest miejscem przyjaznym.



 Nadszedł czas, aby zająć się przyjemniejszą częścią historii zamku Książ z takimi postaciami na czele jak księżna Daisy, o której mnóstwo jest wspominane, czy inni członkowie rodziny Hohenbergów. Wyposażeni w zestawy audio wyruszyliśmy na zwiedzanie, które wyglądało jak każde zwykłe zwiedzanie zamku. Przechodziliśmy nieśpiesznym tempem przez kolejne pomieszczenia budowli, zatrzymując się raz za razem na czas wysłuchania kwestii lektora, poświęconej konkretnym pomieszczeniom. Głos mężczyzny w słuchawkach opisywał funkcje pomieszczeń, zwracał uwagę na ich najciekawsze elementy, wyjaśniał przeznaczenie konkretnych mebli, a od czasu do czasu, przy akompaniamencie nadających odpowiedniej atmosfery dźwięków, opisywał najciekawsze aktywności, podejmowane przez właścicieli zamku, czyli na przykład wyprawy na polowanie, piknik w otoczeniu przyrody, czy dokładny przebieg pogrzebu jednego z członków rodziny. Podczas zwiedzania trafiamy też na niewielką, acz moim zdaniem interesującą wystawę o tematyce związanej z miodem oraz galerię zdjęć, ukazującą życie poszczególnych członków rodziny Hohenbergów.







 Około półtoragodzinne przechadzanie się po wnętrzu zamku stanowiło przyjemną podróż i ucztę dla zmysłów, mogących nacieszyć się pięknem architektury oraz porozwieszanych w sporej ilości obrazów, chociaż przebywanie na nogach przez tyle czasu, w większości w pozycji stojącej, robi się po czasie co nieco nużące, a ja wyszedłem z budynku, z ulgą chwytając powietrze i ciesząc się brakiem konieczności dalszego słuchania monotonnego głosu lektora. Niemniej jednak jest to piękny i imponujący skalą zabytek o fascynującej, rozbudowanej historii, którą warto poznać, zwłaszcza że jest na czym oko i ucho zawiesić, a w kategoriach wizualnych zdecydowanie wybija się przepiękna sala Maksymiliana oraz tyły zamku ze ślicznym ogrodem.




 W niewielkiej odległości od zamku można znaleźć, powiązane z nim, palmiarnię, stadninę będące zapewne pięknymi i ciekawymi miejscami, do których jednakże nie zawitaliśmy, ze względu na brak czasu.


Gastronomię można znaleźć na miejscu. Za bramą wejściową należy skręcić w prawo. Jest to po drodze do podziemi. 


Tuż pod zamkiem jest niewielkich rozmiarów parking, który turyści muszą dzielić z gośćmi hotelowymi, dlatego w tym miejscu są dość małe szanse na zaparkowanie, ale nie jest to niemożliwe. Jest to parking płatny. Nam się ta sztuka udała, ponieważ przyjechaliśmy dość wcześnie. Natomiast po drodze, nie da się go nie zobaczyć, znajdziecie olbrzymie pole, które służy za parking. Tutaj miejsc jest bardzo dużo.


W bramie wejściowej jest jedna płatna toaleta, natomiast podczas zwiedzania zamku znajdziecie jeszcze dwie, bezpłatne toalety.


Autor: Jakub Wleciał
TOP