środa, 30 kwietnia 2014

Gdzie jest moja bluza? - czyli perypetie przedszkolaka.

Często czytam na innych blogach, że wasze dzieciaczki idą do przedszkola, żłobka lub też do szkoły. Jako mama ucznia i przedszkolaka, chciałam się w wami podzielić kilkoma zdarzeniami, które nam się przytrafiły w naszej karierze przedszkolno - szkolnej.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      


        Zacznę od pewnego wydarzenia, które miało miejsce gdy Kuba był w przedszkolu. Pewnej wiosny zakupiliśmy mu nowiutką, śliczną bluzę. Oczywiście Kuba wystroił się w tę nowiutką bluzę do przedszkola. Gdy przyszłam po syna do przedszkola i poszliśmy się przebierać, syn stanął mi dęba i nie chciał się przebierać. Stwierdził, że to nie jego bluza i on jej nie założy. jakoś się dał uprosić i poszliśmy do domu. W domu mąż patrzy na tę bluzę i faktycznie owa bluza była bardzo podobna, ale jednak inna. Ktoś się pomylił i zamienił je. Nasza bluza nigdy się nie znalazła, a Kuba nie chciał tamtej nakładać, bo przecież to nie jego.
 Inna sytuacja zdarzyła się mojej córce. Któregoś dnia mąż przyszedł po nią do przedszkola. Zaczynają się ubierać, a tu niespodzianka. Nie ma Pati butów. Wszyscy (mąż z paniami przedszkolankami) szukają butów. Nie ma. Ktoś zabrał. Pati do domu wracała w kapciach, a to była jesień + opady. Całe szczęście, że to mąż odbierał, bo był samochodem. Następnego dnia okazało się, że to jakaś babcia innej dziewczynki pomyliła buty.
Kolejna sytuacja. Przychodzę po Pati do przedszkola, a ona mi mówi, że jej szczoteczka do zębów zaginęła. Idę sprawdzam. Rzeczywiście. W jej kubeczku była inna szczoteczka.
Pamiętam też, że zawsze miałam problem z podpisaniem pościeli, którą się przynosi na leżakowanie do przedszkola. Próbowałam wyszywać, ale kiepsko mi to wyszło, więc pomazałam pościel mazakiem, bo jak to inaczej nazwać.
O zagubionych pomocach naukowych typu temperówki, kredki itd. to nawet nie wspominam.

Ale czemu ja wam o tym wszystkim piszę? Z prostej przyczyny. Całkiem niedawno dostałam od firmy Stickerkid, spersonalizowane naklejki i etykiety do oznaczania przedmiotów osobistych dzieci. Dzięki naklejkom mam nadzieję, że już nie dojdzie do takich sytuacji.
Mój zestaw składa się z 102 spersonalizowanych naklejek (60 małych naklejek, 22 średnie naklejki oraz 20 naklejek do wprasowania).


Oto jak wykorzystaliśmy nasze spersonalizowane naklejki.

Kubeczek do mycia zębów:


Patrycji pojemnik na kanapki.


Plecak, w który pakuje swe rzeczy gdy idą z przedszkolem na basen.


Małe naklejki wykorzystaliśmy tak:

Farby do szkoły.


Długopis.


A spersonalizowane naprasowanki jak na razie zastosowałam na próbę na Patrycji bluzie.




W ofercie Stickerkid  znajdziecie również spersonalizowane naklejki do butów, opaski na rękę. Sami tworzycie tekst i dobieracie kolory oraz obrazki.  Można wpisać nazwisko, numer telefonu, albo na co jesteśmy uczuleni. Obsługa strony jest bardzo prosta, a realizacja zamówienia dość szybka. Piszę dość szybka, bo trwa to do około 4 dni od złożenia zamówienia z tej prostej przyczyny, że naklejki są robione aż w Szwajcarii. Jest to jednak zaleta, bo ich jakość jest bardzo dobra.
Naszą spersonalizowaną naprasowankę wyprałam w 40 C, oraz została ona wysuszona w suszarce (akurat posiadam pralko-suszarkę). Nic się z naprasowywanką nie stało. Jej umieszczenie na ubraniu, też jest banalnie proste. Wystarczy żelazkiem zaprasować. Szczegółowe instrukcje dostałam wraz z naklejkami, więc nie miałam z tym najmniejszego problemu.

Z czystym sumieniem mogę polecić wam produkty firmy Stickerkid . Są bardzo przydatne i dobrej jakości. Dzięki otrzymanym naklejkom już się nie muszę martwić, że coś ktoś nam zamieni. A jeśli się zagubi, ten kto to znajdzie będzie wiedział komu to oddać.
TOP